„Włamywacze”

Najsłynniejsi włamywacze świata – Gang Olsena. fot: PR Koszalin/Twitter(X)

Jak Polska długa i szeroka w poniedziałek z rana (najlepszy dzień do tygodniowego „grzania tematu” w mediach) najpierw w Sieci, a potem w tradycyjnych massmediach gruchnęła wieść: włam do Librusa! Chyba najpopularniejszy polski e-dziennik został zhakowany! Niecnego czynu dokonał nie wiadomo kto w jednej ze szkół nie wiadomo gdzie, ale dokonał! Dokonał WŁAMANIA!

Z czym kojarzy się słowo włamanie? Zbadam w słowniku, bo chyba już nie jestem pewien: Wielki słownik języka polskiego (https://wsjp.pl) podaje, że to „bezprawne wejście do zamkniętego miejsca po zniszczeniu jego urządzeń zabezpieczających”. Nauczony praktyką sprawdzam w innym źródle, po efekcie widać, że nowocześniejszym (https://pl.wiktionary.org): „1. napad rabunkowy połączony z wyłamaniem urządzeń zabezpieczających; 2. bezprawne odczytanie lub zapisanie danych w komputerze albo w sieci komputerowej połączone z pokonaniem zabezpieczeń.  

Mamy drugą połowę trzeciej dekady XXI wieku więc zapytam jeszcze lansowanej przez MS wersji AI pod nazwą Copilot (https://copilot.microsoft.com) . Otóż wg. wynalezionej przez AI strony Globse (czymkolwiek jest) doszły dwa wytłumaczenia „fakt, że ktoś usuwa przeszkodę mającą zabezpieczyć coś przed osobami postronnymi; fakt usunięcia zabezpieczenia niematerialnego, np. kodu czy hasła”.

Powszechnie wiadomo, że czesanie sieci jednym modelem AI jest słabe, więc zasuwam do ChatGPT (https://chatgpt.com), który idzie w adwokackie, szerokie rozumienie pojęcia: „włamanie to każda forma przełamania zabezpieczeń, która umożliwia dostęp do chronionej przestrzeni”. Cholerka, dla pewności sprawdzę jeszcze słynnego ostatnio Groka (https://grok.com), który stwierdził że jest przeciążony robieniem roznegliżowanych fotek i nie będzie ze mną gadał (sic!). Poczułem się odrzucony, więc w odwecie uderzyłem do Google i ich flagowego AI Gemini (https://gemini.google.com): „1. (…) nielegalne przedostanie się do zamkniętego pomieszczenia (mieszkania, samochodu, sejfu) przy użyciu siły lub specjalnych narzędzi (…) kluczowy element: pokonanie fizycznej przeszkody(np. wybicie szyby, wyłamanie zamka, ale także użycie podrobionego klucza; 2. (…) nieautoryzowany dostęp do systemu komputerowego, bazy danych, konta w mediach społecznościowych lub telefonu, np. odgadnięcie hasła, wykorzystanie luki w oprogramowaniu czy zainstalowanie wirusa).

WSZYSTKIE sprawdzone przeze mnie źródła nie uprawniają ŻADNYCH mediów do twierdzenia, iż do e-dziennika nastąpiło WŁAMANIE. Ta sytuacja jest jaskrawym przykładem z mojego kręgu zainteresowań jak można rozszerzać znaczenie zdarzenia i przypisywać mu kompletnie inne niż w rzeczywistości wartości ilustrowane słowami, które są dalekie do prawdy. Czyli są KŁAMSTWEM. Nie „mijaniem się z prawdą”, nie „relatywizowaniem rzeczywistości”, nie „osobistą interpretacją” ale zupełnie świadomie wprowadzaną dezinformacją opartą na kłamstwie. WŁAMANIE nie zaistniało.

W szkołach od zawsze dochodziło do przejmowania dostępu do dziennika. W papierowych czasach, gdy dziennik okupowany był przez nauczycielki matematyki i j.polskiego (np. u mnie!) i wracał do przegródki w pokoju nauczycielskim w czasie lekcji, a nie na przerwie, wysyłano po niego najlepszą uczennicę lub zaufanego ucznia. Przemyślana strategia zawierania sojuszy z taką osobą prowadziła wprost do możliwości przejęcia chwilowej kontroli nad dokumentem i nieznacznym upiększeniem edukacyjnego świata. Tajemnica poliszynela trwała, dopóki ktoś nie wpadł na szkolnym parapecie z długopisem w ręku nad otwartą stroną z geografii (wierzcie – wiem o czym piszę!). Przez chwilę był ordnung – wracał jednak strach przed zostawieniem dziatek samych w klasie i znów uczniowscy kurierzy kursowali po korytarzach. Wszyscy szacowali ryzyko: nauczyciele ryzyko wyjścia z klasy 36 szalonych 14-latków, uczniowie ryzyko przyłapania na fałszerstwie. I jedni i drudzy mieli świadomość konsekwencji wyboru złego rozwiązania.

Nie tęsknię za papierowym dziennikiem – nowy wyeliminował powyższe problemy, rodząc inne. Nadal jednak NIEUPRAWNIONY DOSTĘP do dokumentu szkolnego jest PRZESTĘPSTWEM w tym wypadku popełnianym przez ucznia, który przejmując login i hasło nauczyciela (np. zapisany w przeglądarce nauczycielskiego komputera) uzyskuje nieuprawniony dostęp do danych. NIE WŁAMUJE SIĘ, nie niszczy zabezpieczeń, nie „hakuje” kodu wyrafinowanymi metodami – bo zwyczajnie nie musi, ani nie ma takiego zamiaru czy umiejętności. Login i hasło dostaje na talerzu od uprawnionego użytkownika – w tym wypadku nauczyciela. Niefrasobliwość – level hard! Zabezpieczenia baz danych rozpoznają użytkownika, który wstawia oceny i pisze maile – że obraźliwe? A co – nie wolno?!
Jednak w oczach prawa fakt, że ktoś „zostawił klucz pod wycieraczką”, nie daje innemu prawa do wejścia do domu i przeglądania szafek!

W polskiej szkole „Elementy informatyki” pojawiły się w 1985 r. w szkołach średnich, a w 1990 jako „Informatyka” w podstawowych – czyli (41) 36 lat temu. Od tego momentu i nauczyciele i uczniowie uczyli się podstaw e-zachowań (w Sieci – netykiety) dziś zwanych higieną cyfrową. Firma Librus w szkołach jest od 2002 roku, a od września 2009 e-dziennik zgodnie z prawem mógł się stać jedynym i oficjalnym sposobem dokumentacji frekwencji i postępów w nauce. Chyba w 100% się już stał.

Czy 17 lat od wprowadzenia e-dziennika i 40 lat obecności komputerów w szkolnej przestrzeni to NAPRAWDĘ ZA KRÓTKI OKRES, żeby wyrobić w nauczycielach podstawowe odruchy higieny cyfrowej? Czy wylogowywanie się z własnego konta, brak pozwolenia na zapamiętanie hasła w publicznej przeglądarce czy stworzenie własnego zabezpieczonego profilu to zbyt duże wymagania dla nauczyciela w XXI wieku? Czy 17 lat to ZBYT KRÓTKO, by uczniowie dowiedzieli się, że wykorzystanie nieuprawnionego dostępu do komputera/profilu/e-maila/e-dziennika TO PRZESTĘPSTWO? Czy przez 41 lat redaktorzy mediów zajmujących się ICT niczego się nie nauczyli i nie potrafią odróżnić pojęcia włamania od nieuprawnionego dostępu? Czy tak trudno po PÓŁWIECZU określić prawdziwą wagę e-problemu, którego w skali kraju nie ma?

Czy nagły wysyp w mediach incydentalnych przykładów „włamań” (które od lat zdarzają się w szkołach z niezabezpieczonych kompów i kont i nikt o to piany nie bił) nie wiąże się w zagadkowy sposób z błyskawiczną reakcją MENistry i zapowiedzi „darmowego” resortowego e-dziennika, który tuż-tuż? A będzie przecież zabezpieczony mObywatelem!  …czyli wymagał będzie od nauczycieli posiadania własnej/prywatnej włączonej na lekcji komórki z zainstalowaną aplikacją i używania jej do celów służbowych. Czy wypowiedzi „ekspertów” z marsową miną piętnujących te okrutne „firmy żerujące na edukacji” to nie jest aby kolejne przegięcie kolejnej ekipy resortu bez sukcesów? Moim zdaniem – grubymi nićmi szyte…

Tak jak nie udało się do dziś usunięcie wydawnictw z edukacyjnego rynku (e-podręczniki przepoczwarzone w ZPE mimo wielu prób nie dają papierowym rady), tak nie uda się zastąpienie profesjonalnych narzędzi skrojonych pod szkołę jednym scentralizowanym systemem, ale „za darmo”. Pewnie urzędnicy w wielu samorządach się na to nabiorą, ale zapłacą za to nerwami, godzinami poprawek, restartów, błędów na wydrukach i brakiem wsparcia…

No zgadnijcie – kto zapłaci?
Bo ja już WIEM.

Jacek Ścibor
Pozostałe wpisy Jacek Ścibor (Zobacz wszystkie)
Podoba się? Podziel się z innymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.