Nie bój się powiedzieć światu, że robisz dobrą robotę

Jest takie zdanie, którego my, nauczyciele, chyba wyjątkowo nie lubimy wypowiadać:
„Jestem dobrym nauczycielem. Robię rzeczy, z których jestem dumna”. Znacznie łatwiej opowiedzieć nam o sukcesie ucznia. Łatwiej pochwalić koleżankę z pokoju nauczycielskiego, zachwycić się czyimś projektem, napisać rekomendację komuś innemu.

Kiedy jednak przychodzi moment, żeby powiedzieć dobrze o sobie, natychmiast pojawia się: „To przecież nic takiego”, „Każdy nauczyciel to robi”, „Miałam szczęście”, „Trafili mi się świetni uczniowie”. Wiem, bo sama przez lata tak robiłam. A potem przyszedł moment, kiedy usiadłam przed aplikacją do Global Teacher Prize i musiałam odpowiedzieć na pytania o siebie. Nie o moich uczniów. Nie o szkołę. Nie o ludzi, których podziwiam. O siebie. I wiecie co? To było naprawdę trudne. Musiałam się obejrzeć. Nie na ostatni tydzień, ostatni rok czy ostatni projekt, ale na ponad dwadzieścia siedem lat swojej pracy. I nagle zaczęłam widzieć rzeczy, których na co dzień nie zauważałam. Uczniów, których przygotowywałam do egzaminów. Projekty, które zaczynałam czasem bez pieniędzy, czasem bez doświadczenia, a prawie zawsze bez pewności, czy się udadzą. Koncerty, wymiany, wyjazdy, konkursy, szkolenia, publikacje. Uczniów, którzy dostawali się na wymarzone uczelnie. Młodych ludzi, którzy po latach wracali do szkoły. Tych, którzy kiedyś potrzebowali mojej pomocy, a dziś sami pomagają innym. Zobaczyłam też „Żmichowska Śpiewa”. Projekt, który zaczął się od
pomysłu jednej bardzo upartej nauczycielki, a po latach stał się ogromną społecznością uczniów i absolwentów z setkami koncertów i ośmioma profesjonalnie nagranymi płytami. I pomyślałam: Ewa, przecież ty naprawdę coś zrobiłaś. Oczywiście, nie sama. Nigdy sama. Bez uczniów, absolwentów, rodziców, nauczycieli, dyrekcji i dziesiątek ludzi, którzy przez te wszystkie lata podawali mi rękę, nie byłoby większości tych rzeczy. Ale właśnie wtedy zrozumiałam coś bardzo ważnego: wdzięczność wobec innych nie wymaga umniejszania sobie. Można powiedzieć „dziękuję” wszystkim, którzy byli częścią naszej drogi, i jednocześnie mieć odwagę powiedzieć: „Tak, jestem z tego dumna. Wykonałam kawał dobrej roboty”.

I właśnie dlatego piszę ten tekst. Chciałabym, żebyśmy przestali bać się mówić dobrze o sobie. Global Teacher Prize nie jest konkursem dla nauczycieli idealnych. Na szczęście. Gdyby był, nigdy nie wysłałabym aplikacji. Popełniłam w swojej pracy mnóstwo błędów. Nie wszystkie projekty się udały. Nie każda decyzja była dobra. Czasami chciałam za
dużo i za szybko. Bywało, że trzeba było zaczynać od początku. Brakowało pieniędzy, ludzi, czasu albo zwyczajnie siły. Zdarzało mi się usłyszeć „nie”. I to więcej niż raz. Ale chyba właśnie na tym polega prawdziwa historia. Nie na perfekcji. Na tym, że próbujesz jeszcze raz. Dlatego kiedy nauczyciel mówi mi: „Ewa, ale ja przecież nie robię niczego
nadzwyczajnego”, najchętniej zadałabym mu jedno pytanie: „A obejrzałeś się naprawdę za siebie?”. Może od siedmiu lat prowadzisz koło teatralne, na które dzieciaki przychodzą, chociaż wcale nie muszą. Może znalazłeś sposób uczenia matematyki, dzięki któremu uczniowie przekonani, że „nie mają głowy do matmy”, nagle zaczęli sobie radzić. Może
prowadzisz wolontariat. Może dzięki Tobie dziecko z małej miejscowości pierwszy raz wyjechało za granicę. Może nauczyłaś uczniów debatować zamiast się kłócić. Może stworzyłeś przestrzeń dla dzieci, którym wcześniej trudno było znaleźć swoje miejsce. Może Twoi uczniowie znacząco poprawili wyniki egzaminów. Może projekt, który zaczął się w jednej klasie, działa dziś w kilku szkołach. A może po latach jeden człowiek napisał do Ciebie: „Proszę pani, dzięki pani uwierzyłem, że mogę”. To są rezultaty. To jest wpływ. To jest edukacja.

Jeżeli zdecydujecie się aplikować do Global Teacher Prize, mam jedną bardzo konkretną radę: napiszcie swoją aplikację sercem, ale pokażcie również dowody. Nie wystarczy napisać: „Moi uczniowie odnoszą sukcesy”. Ilu uczniów? Jakie sukcesy? W jakim czasie? Co konkretnie zmieniło się dzięki Twojemu działaniu? Nie pisz tylko: „Prowadzę duży projekt”. Od ilu lat? Ile osób wzięło w nim udział? Do ilu odbiorców dotarł? Czy projekt jest kontynuowany? Czy korzystają z niego inni nauczyciele? Nie wystarczy też: „Wspieram innych nauczycieli”. Ilu? W jaki sposób? Ile materiałów stworzyłaś? Do ilu szkół dotarły?
Czy inni wdrażają Twoje rozwiązania? Global Teacher Prize zwraca uwagę między innymi na skuteczność i innowacyjność praktyk nauczyciela, udokumentowane efekty uczenia się uczniów, wpływ wykraczający poza własną klasę, przygotowywanie młodych ludzi do funkcjonowania w świecie oraz wkład w rozwój zawodu nauczyciela. A więc historia i dowody. Emocje i liczby. Człowiek i rezultat. Ale najważniejsze jest jeszcze coś: ta historia musi być naprawdę Wasza. Trzeba ją napisać własnym głosem, własnymi słowami, z własnymi emocjami. Nikt nie zna Waszych uczniów, porażek, zwycięstw, nieprzespanych nocy i powodów, dla których następnego dnia znowu wchodzicie do klasy, tak dobrze jak Wy.


Polska ma już piękną historię obecności w Global Teacher Prize. W TOP 50 znaleźli się przede mną Jolanta Okuniewska, Mariusz Zyngier, Magdalena Dygała, Przemysław Staroń i Marek Grzywna. Każde z nich przyszło do konkursu z inną historią, innym doświadczeniem, innym pomysłem na edukację. I to jest niezwykle ważne, bo nie istnieje jeden model nauczyciela, który „pasuje” do Global Teacher Prize. Nie trzeba być nauczycielem influencerem. Nie trzeba mieć setek tysięcy obserwujących. Nie trzeba pracować w wielkiej szkole, w wielkim mieście. Trzeba mieć coś znacznie ważniejszego. Własną, prawdziwą historię wpływu na życie młodych ludzi i odwagę, żeby ją opowiedzieć. W 2026 roku zobaczyłam swoje nazwisko wśród dziesięciorga finalistów Global Teacher Prize. Ewa Stefania Drobek. Poland. Do dzisiaj pamiętam ten moment. Nie pomyślałam wtedy: „Jestem jedną z dziesięciu najlepszych nauczycielek świata”. Nigdy nie potrafiłabym tak o sobie powiedzieć, bo wiem, ilu fantastycznych nauczycieli codziennie zamyka za sobą drzwi klasy i robi rzeczy, o których świat nigdy nie usłyszy. Pomyślałam coś zupełnie innego. Poland. Polska. To było dla mnie gigantyczne wyróżnienie. Nagle nie byłam już tylko Ewą ze swojej szkoły w Warszawie. Miałam reprezentować polskich nauczycieli. Ludzi, których pracę znam, podziwiam i o których wiem, jak wiele dobrego robią każdego dnia, często bez kamer, nagród, wielkich budżetów i oklasków. A potem przyjechałam do Dubaju i wydarzyło się coś, czego nie da się wpisać w żaden formularz konkursowy. Poznałam ludzi. Nauczycieli z różnych stron świata. Ludzi wychowanych w innych kulturach, pracujących w innych systemach edukacji, mierzących się z problemami zupełnie innymi od naszych. A jednak wystarczyło kilka minut rozmowy o uczniach i nagle okazywało się, że wszyscy mówimy tym samym językiem. Ci ludzie bardzo szybko przestali być dla mnie nazwiskami z konkursowej listy. Stali się osobami, do których można napisać. Zapytać. Poprosić o pomoc. Zaproponować wspólny projekt. Zadzwonić. Pośmiać się. Czasami powiedzieć: „Mam fatalny dzień”. I dostać odpowiedź z drugiego końca świata. To jest jedna z największych nagród, jakie dał mi Global Teacher Prize. Nie statuetka. Nie zdjęcia. Nie czerwony dywan. Ludzie. Międzynarodowa rodzina nauczycieli, którzy zamiast pytać: „Co ja z tego będę miał?”, częściej pytają: „Co możemy zrobić razem?”. Kontakty, które nie kończą się wraz z galą. Rozmowy. Wspólne pomysły. Zaproszenia. Możliwość pokazania swoich uczniów światu. Świadomość, że gdzieś tysiące kilometrów od Warszawy jest człowiek, który rozumie, dlaczego znowu wymyśliłam projekt oznaczający dziesiątki dodatkowych godzin pracy. Bo prawdopodobnie sam właśnie robi dokładnie to samo. Global Teacher Prize dał mi też coś jeszcze: odwagę. Odwagę, żeby mówić o swojej pracy dobrze. Nie przechwalać się. To zupełnie co innego. Po prostu przestać za każdym razem dodawać: „Ale to nic wielkiego”. Bo jeśli my sami będziemy umniejszać wartość pracy nauczycieli, trudno oczekiwać, że świat będzie ją traktował poważnie. Często słyszę pytanie: „A co, jeśli się nie dostanę?”. A ja wtedy pytam: „A co właściwie tracisz?”. Kilka wieczorów? Trochę wysiłku? Konieczność zebrania dokumentów, liczb, historii? A może wydarzy się coś zupełnie innego? Może po raz pierwszy od dwudziestu lat usiądziesz i zobaczysz czarno na białym, ile zrobiłaś. Może przypomnisz sobie uczniów, o których prawie zapomniałeś. Może policzysz projekty. Przeczytasz wiadomości od absolwentów. Zobaczysz zdjęcia sprzed piętnastu lat. Odkryjesz, że metoda, którą uważasz za „normalną”, wcale nie jest zwyczajna. Może po raz pierwszy sam sobie powiesz: „Kurczę. Zrobiłem kawał dobrej roboty”.

I nawet jeśli na końcu nie będzie TOP 50
ani TOP 10, zostanie coś bardzo ważnego: świadomość własnej wartości. Nam, nauczycielom, naprawdę jej potrzeba. Dlatego nie aplikuj po to, żeby udowodnić, że jesteś lepszy od innych nauczycieli. Aplikuj, żeby pokazać, że w polskiej szkole dzieją się rzeczy warte zauważenia. Bo dzieją się codziennie. W małych szkołach i wielkich liceach. Na wsi i w centrum Warszawy. W przedszkolach, podstawówkach, technikach i liceach. Robią je nauczyciele z trzydziestoletnim stażem i ci, którzy dopiero zaczynają. Problem polega na tym, że często nikt poza naszymi uczniami o nich nie wie. A dobra edukacja zasługuje na to, żeby o niej mówić. Nie po to, żeby budować nauczycielom pomniki. Po to, żeby dobre pomysły mogły wędrować. Żeby ktoś w innej szkole przeczytał o Twoim projekcie i pomyślał: „Spróbuję”. Żeby młody nauczyciel zobaczył, że warto. Żeby rodzice zobaczyli, jak wiele dzieje się za zamkniętymi drzwiami klas. Żebyśmy sami zaczęli dostrzegać wartość własnej pracy. Dlatego mam do Was prośbę.

Wejdźcie na oficjalną stronę Global Teacher Prize: globalteacherprize.org. Przeczytajcie kryteria. A potem, zanim zamkniecie stronę z myślą: „Nie, to nie dla mnie”, weźcie kartkę i napiszcie na środku jedno pytanie: Co zmieniło się dzięki mojej pracy? A potem piszcie. Uczniowie. Wyniki. Historie. Projekty. Liczby. Innowacje. Ludzie, których wsparliście. Nauczyciele, którym przekazaliście swoje pomysły. Rzeczy, które nie wyszły za pierwszym razem. Marzenia uczniów, którym pomogliście się spełnić. Spójrzcie potem na tę kartkę. Może się okazać, że człowiek, który przez lata powtarzał „przecież ja tylko wykonuję swoją pracę”, zrobił przez ten czas coś naprawdę niezwykłego. Ja też kiedyś siedziałam przed pustym formularzem Global Teacher Prize. Też zastanawiałam się: „Czy ja naprawdę mam prawo tak o sobie napisać?”. Dzisiaj znam odpowiedź. Miałam. Wy też macie. Nie wiem, kto z Polski znajdzie się w kolejnym TOP 50. Nie wiem, kto kiedyś stanie w TOP 10. Nie wiem, czy następny zwycięzca Global Teacher Prize będzie nauczycielem z Polski. Ale wiem jedno. Jeśli nie opowiemy światu o tym, co robimy, świat nigdy się o tym nie dowie. Dlatego bardzo chciałabym, żeby w kolejnych edycjach Global Teacher Prize pojawiało się coraz więcej polskich nazwisk. Chciałabym spotykać tam nauczycieli z małych miejscowości, wielkich miast, podstawówek, techników i liceów. Ludzi, którzy robią fantastyczne rzeczy i ciągle jeszcze są przekonani, że „to przecież nic takiego”. Nie bójmy się pokazać światu, jak wiele dobrego dzieje się w polskich szkołach. Nie bójmy się powiedzieć: „Tak. Robię dobrą robotę”. Bo być może gdzieś właśnie siedzi nauczycielka albo nauczyciel, którzy od lat zmieniają życie swoich uczniów, tylko jeszcze nigdy nie pomyśleli, że ich historia jest warta opowiedzenia światu. Jest. Obejrzyj się za siebie. A potem ją opowiedz.

Autorką artykułu jest
Ewa Drobek
Finalistka TOP 10 Global Teacher Prize 2026

Podoba się? Podziel się z innymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.