
Zawsze lubiłam podróżować. Jako dziecko pamiętam wakacyjne podróże z rodzicami, potem wyjazdy na letnie kolonie oraz na klasowe wycieczki. Każda taka wyprawa budziła we mnie wiele pozytywnych emocji a same przygotowania do nich, często rozpoczynały się na kilka dni przed ich rozpoczęciem. Pewnie (także) dlatego, że były czymś innym, niecodziennym, wręcz odświętnym, czasem poznawania świata i budowania relacji. Dlatego doskonale rozumiem moje uczennice i moich uczniów-ich entuzjazm towarzyszący przygotowaniom do wycieczki, wcześniejsze- kilkudniowe pakowanie się na nie. Zawsze w takich chwilach sięgam pamięcią do mojego dzieciństwa, bo i ja- podobnie jak oni teraz, noc przed planowaną wycieczką nie mogłam zasnąć. Może i dlatego lubię je także dziś- jako uczestniczka, ale i jako organizatorka. Zalet wycieczek jest wiele, pisałam o tym już wcześniej. Link do artykułu znajdziesz TUTAJ. Dziś jednak chciałaby skupić się przede wszystkim na samej ich organizacji.
PLANOWANIE
Klasowe wycieczki planuję z rodzicami moich uczennic i uczniów, zawsze na początku roku szkolnego, choć finalnie wiadomo- szczegóły dogrywamy zawsze przed samą jej organizacją. Rodzice podają swoje propozycje, choć często proszą o podpowiedź, bo jak mówią „mam w tym większe doświadczenie”. Czasem zapraszamy na nie inne -starsze klasy.
Na samym początku mojej znajomości z nowymi uczennicami i uczniami oraz ich rodzicami informuję, że podczas naszych wspólnych wycieczek punktem programu nie będzie wizyta w miejscach serwujących fast foody. Mówiąc na co dzień o zdrowym odżywianiu poczułabym się nieswojo idąc do tego typu miejsc. Nie dostrzegam w takim zachowaniu braku spójności pomiędzy tym co mówię a tym co robię. Zdarza nam się natomiast dość często iść na pizzę do lokalnej knajpki. W moim przekonaniu jest to doskonały moment na to, by zgłębiać wtedy tajniki zasad savoir vivre.
Planując wspólny wyjazd, zaglądam z moją klasą do rozkładu jazdy pociągiem, odwiedzamy strony miejsc, które chcemy odwiedzić. Wszystko po to by zrobić wspólnie kosztorys wycieczki i wspólnie ją zaplanować.
Przed wyjazdami kilkudniowymi, przygotowuję rodzicom/lub robimy to wspólnie na zajęciach z dziećmi listę niezbędnych rzeczy do zabrania typu: ręcznik, szczoteczka i pasta do zębów, ciepła bluza, klapki… Robie to dlatego, by nic nikomu nie umknęło podczas pakowania. Zawsze mile widziane są kosmetyki typu szampon, mydło w małych buteleczkach, by zminimalizować ciężar plecaka. Proszę też o mały plecak podręczny, który jest bardziej wygodny niż torba na ramię i ważne by był lekki, nie zjeżdżał z ramion i by zmieściła się do niego woda mineralna oraz śniadaniówka. Doświadczenia w tym względzie mam różne. To samo dotyczy dużej torby. Jeśli podróżujemy pociągiem, autobusem kursowym, proszę o spakowanie dziecka do plecaka, który samo uniesie. Nigdy nie pozwalam na walizkę, chyba, że podróżujemy wynajętym autokarem/busem, który przez cały czas jest wyłacznie do naszej dyspozycji. Jeśli plecak jest zbyt ciężki i dziecko sobie nie poradzi, wówczas pojawia sie problem. Sama podczas naszych wyjazdów mam sporo własnych rzeczy oraz takich, które posłużą nam wszystkim. Nie jest możliwe, bym dodatkowo niosła bagaże dzieci. Walizka jest mało praktyczna kiedy trzeba wejść do autobusu miejskiego i schwytać się poręczy, nieść ją po schodach.
Przed wyjazdem, kilka dni wcześniej zbieram legitymacje szkolne– jeśli tego nie zrobię, zwykle znajdzie się osoba, która jej zapomni. Poza tym, podczas okazywania biletów np.: w pociągu, posiadanie wszystkich legitymacji w jednym miejscu jest dużym ułatwieniem.
MIEJSCA WYCIECZEK
Planując wycieczkę, staram się znaleźć takie miejsce, by miało one kilka ważnych elementów:
- Było atrakcyjne dla uczestniczek i uczestników.
- Miało walory edukacyjne.
- Sprzyjało budowaniu wzajemnych relacji.
- Dotykało codzienności.
- Było czymś nowym.
- Zawierało w sobie różnorodność atrakcji.
Każdą wycieczkę z moimi Pierwszakami rozpoczynam od poznania najbliższej okolicy. Jest to punkt realizacji naszego programu wychowawczo-profilaktycznego- poznanie swej Małej Ojczyzny.
Oprócz walorów edukacyjnych, staram się mieć na uwadze to, by podczas wycieczki nie zabrakło (dla równowagi) czasu na „lżejsze” przyjemności typu: wyjście na lody, sklep z pamiątkami, czy też (jeśli pogoda na to pozwoli) wyjście na plac zabaw. Ten punkt harmonogramu naszej wycieczki uważam za niezwykle ważny ze względu na budowanie wzajemnych relacji.
Zanim wybiorę miejsce wycieczki, staram się sprawdzić (na ile to możliwe) inne miejsca w najbliższej okolicy, mniej popularne, za to bardziej lub tak samo atrakcyjne. I czasem sama jestem zaskoczona, że tyle ciekawych miejsc jest w pobliżu. Przykładem jest chociażby moje odkrycie sprzed 2 tygodni- Szkolne Obserwatorium Astronomiczne w Sułkowicach-Bolęcinie, które wszystkim serdecznie polecam! Przemili ludzie, począwszy od Pana Dyrektora, poprzez Pana Astronoma, który ma cudowne podejście do dzieci i młodzieży, a skończywszy na pracownikach obsługi. Zaproszenie do tego kosmicznego miejsca znajdziecie TUTAJ
Z biegiem czasu, wyjeżdżamy nieco dalej i jeśli jest to możliwe poruszamy się komunikacją publiczną. Marzeniem moich Maluchów (kl.1-3) jest zawsze podróż pociągiem. Zwykle dla wielu jest to pierwsze tego typu doświadczenie. Pociągiem lub autobusem kursowym wybrałam się z moimi uczennicami i uczniami do Warszawy, Torunia i Malborka, Kołobrzegu, Jastrzębiej Góry (kl. 3). Są to dla nas odległości ok. 350-650 km. Były to zarówno małe kameralne grupy, jak i 30-osobowe zespoły.
Zawsze mam tutaj wsparcie rodziców, którzy też są uczestnikami naszych wypraw. By zmniejszyć koszty wyjazdów, bilety kupujemy z miesięcznym wyprzedzeniem. W tym roku już za chwilę wybieramy się pociągiem pokonując trasę 100 km. Jazda pociągiem to czas, który wykorzystujemy na wspólne zabawy, np.: w mafię (choć szczerze mówiąc mimo, że w niej uczestniczę, nadal do końca nie rozumiem jej zasad a fenomenu tym bardziej), Dixit.
Nigdy, pomimo czasami próśb rodziców nie organizuję wyjazdów zagranicznych. Uważam, że na to przyjdzie pora w klasach starszych. W wyborze miejsc kieruję się dewizą” cudze chwalicie-swego nie znacie”.
Podczas wycieczek zwiedzamy zabytki, uczestniczymy w warsztatach, ale jest też czas zarezerwowany na zakup pamiątek. Nigdy nie ograniczam tego zakazami co każdy może a czego nie może kupić, unikam też prawienia morałów „nie kupuj bo to brzydkie/ zaraz się popsuje/ po co Ci to”. Uważam, że to jest nieliczna sposobność by każdy mógł kupić sobie to, na co ma ochotę. Niech dzieci poczują radość samodzielnego wyboru i kupowania. Jest to także doskonała lekcja przedsiębiorczości, oszczędzania i planowania wydatków. Przyznam, że lubię takie momenty, w których każdy sprawdza, przelicza i zastanawia się co kupić a z czego jednak zrezygnować , co się według nich opłaca kupić. A jak okaże się, że to był nietrafiony zakup? Cóż… czy nam dorosłym nie zdarzyło się coś takiego? Każdy kiedyś tego doświadczył, a może i nadal doświadcza.
MIEJSCE NOCLEGU
Podczas dłuższych wycieczek, jeśli tylko to możliwe wybieram takie miejsca, które są bardziej nazwijmy to survivalowe, m.in. sale gimnastyczne zaprzyjaźnionych szkół. Każdy zabiera ze sobą karimatę, śpiwór lub też korzystamy z dostępnych w danym miejscu materacy sportowych. Jeśli nie jest to możliwe, śpimy w schroniskach, hostelach… Gdziekolwiek jesteśmy, zawsze po sobie sprzątamy. Szczególnie w miejscach, w których korzystamy z gościnności gospodarzy.
Wspólne spanie w jednej sali na materacach sprawia, że wszyscy są w zasięgu wzroku, na wyciągnięcie ręki. Czuję się wtedy jako organizatorka bardziej bezpieczna. Każdy wie, w jakiej części sali sama śpię i może w każdej chwili w nocy mnie obudzić. Ten rodzaj noclegu polecam także tym, którzy obawiają się dziecięcych/ młodzieżowych nocnych wybryków kiedy to każdy śpi w osobnych pokojach.
POSIŁKI
Podczas wyjazdów kilkudniowych, śniadania i kolacje przygotowujemy sami, natomiast obiady zjadamy w lokalnych knajpkach, czasem jest to pizza, czasem „zwykły” obiad. Dla wielu uczestniczek i uczestników jest to pierwsza sposobność do samodzielnego przygotowania sobie kanapki, czy też umycia kubka (na co dzień w domu robi to zmywarka). Czasem słyszę wielkie zdziwienie w głosie i stwierdzenia: „Ale ja sama mam sobie zrobić kanapkę?”, „Ja sam mam umyć ten kubek?” Wyjazdy takie to lekcja samodzielności. Zdarzyło nam się także wspólnie zrobić obiad. Była to decyzja nas wszystkich. Po sprawdzeniu w kilku restauracjach, ile trzeba wydać na obiad, grupa stwierdziła, że sami ten obiad przygotuje. I tak rzeczywiście było. A przy podsumowaniu kosztu zakupu wszystkich produktów, samodzielnym przygotowaniu obiadu, zmyciu naczyń uczennice i uczniowie jednogłośnie stwierdzili, że to była słuszna decyzja. Zaoszczędzone pieniądze wydaliśmy na inne przyjemności.




















